KSIĄŻKI,  NOWE

Becoming – Michelle Obama

To nie będzie długi tekst. To nie będzie skomplikowany tekst. Bez głębokich odniesień i punktów zwrotnych. Są książki, które kupuje się pod wpływem chwili. I nie ukrywam, że właśnie dlatego Becoming trafiło w moje ręce. I tak spędziłam na czytaniu lutowe dni, starając się przetrwać w szarej polskiej rzeczywistości aury końca zimy i przedwiośnia, zanurzając się w błyszczącym życiu kobiety, która z getta trafiła do Białego Domu.

 

Kim jest Michelle?

Znana osoba, historia z pierwszych stron gazet. Kto nie zna Michelle? Nie trzeba się interesować polityką, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, kim jest i jak wielką władzę miała ta kobieta. Nie polityczną. W tym kontekście była Pierwszą Damą USA, była żoną swojego męża. I nic by w tym wszystkim nie było dziwnego, ale była pierwszą czarną Pierwszą Damą Ameryki, a to już całkiem sporo. Dzięki temu zyskała władzę społeczną. Wykorzystała możliwości swojej pozycji, by pokazać wszystkim kobietom, że nawet mając najpotężniejszego męża na świecie, nie trzeba stać w jego cieniu, można być jego partnerem i pomagać mu swoją wiedzą, doświadczeniem i mądrością. Tak ją zapamiętam z relacji telewizyjnych, internetowych memów, wywiadów.

Z getta do Białego Domu

Becoming jest opowieścią o życiu czarnoskórej dziewczynki, której rodzice wskazali drogę, a ona tą drogą podążyła. Miała dużo szczęścia. Życie w getcie nie jest proste, zwłaszcza gdy spędzasz w nim całe życie i trudno ci uwierzyć, że twój dom nie jest bezpieczną oazą. Taki dom miała Michelle. Kochającą rodzinę, która zrobiła wszystko, by pomóc w lepszym życiu swoim dzieciom. Udało się im. Zarówno Michelle, jak i jej brat, wyrwali się z życia, które dla innych, ich bliskich, okazało się pułapką.

Ciężko w tej historii nie dostrzec pokrewieństwa z mitem Rockeffelera. Tylko w Ameryce droga od pucybuta do milionera wydaje się wyjątkowo krótka. Z perspektywy europejskiego, a może bardziej mojego, dystansu do optymizmu i cudownych zdarzeń muszę przyznać, że  Becoming wzbudziło we mnie poczucie kłamstwa. Kłamstwa szytego na potrzeby dobrego samopoczucia czytającego. Historia kopciuszka, któremu i bez księcia by się udało szczęśliwe zakończenie.

I żyli długo i szczęśliwie

Becoming to książka na wskroś amerykańska. Jest super optymistyczna, fantastycznie romantyczna i co najważniejsze, jest książką, która pokazuje, że amerykański sen nadal jest możliwy. Ona mądra i piękna, on piękny i mądry. Spotkali się, zakochali i… I tak zostało. Przypadkiem on został prezydentem. Choć może nie przypadkiem, bo to ona, Michelle, dzięki swojej charyzmie pomogła mu wygrać. Za każdym razem, gdy sondaże leciały na łeb na szyję, zjawiała się ona i naprawiała sytuację. Chciałabym powiedzieć, że to moja wrodzona skłonność do przesady. Jednak cały czas mam poczucie, że za dużo cukru w cukrze odarło tę historię z jej prawdziwości i piękna. A przecież śledziłam pierwszą kampanię prezydencką Obamy od czasów prawyborów. W końcu po raz pierwszy w historii wybór wśród demokratów jakikolwiek by nie był, był dobry. I stało się. Osiem lat rządów Obamy zmieniło myślenie, choć może nie tak bardzo, jakbyśmy chcieli. Pokazały jednak, że Ameryka jest gotowa na zmiany, przynajmniej tak się nam wydawało… Ale to już inna historia.

Gdzie twój tupet

Uwielbiam oglądać Michelle, gdyż czuję zawsze pełnię inspiracji. Uwielbiam wyraziste kobiece postacie, na których można się wzorować. Mocna, pewna siebie kobieta to dowód na to, że się da, że można. To chodzący wzór do naśladowania. W Becoming nie ma tej kobiety. Nie byłam w stanie w opisach znaleźć powiązania pomiędzy tym, co widziałam wcześniej, a tym, jak została zaprezentowana. Michelle została obdarta z wartości, które prezentowała w każdej sytuacji. W każdej scenie, która opisuje jej siłę i możliwości miałam wrażenie, że się przechwala. Ghostwriter, edytor miał za mało czasu? Może nie zrozumiał Michelle? Lub też ktoś mądry podpowiedział, że warto być grzecznym, ugładzonym. Nie pykło. Oj nie. A szkoda.

 

 

Kobieta, kobietą silna

Na koniec małe podsumowanie. Szukałam w tej książce inspiracji i opowieści o kobiecie. Oglądając wykłady TEDx, wybierając film lub serial, zawsze w pierwszej kolejności wybieram te, w których rolę pierwszoplanową grają kobiety. To nie spisek zjednoczonej partii jajników, to potrzeba zdobywania pozytywnych wzorców, których nadal jest bardzo mało. Dlatego właśnie czuję się Becoming rozczarowana. Chciałam poczuć się zmotywowana do działania. Dostać mentalnego kopa w tyłek. W tekście jest mnóstwo wątków kobiecych, które są jednak miałkie i słabe. Mama Michelle, teściowa, mentorki i przyjaciółki. Jak z rękawa można sypać świetnymi, mięsistymi opowieściami. Możemy jednak obejść się smakiem, bo zamiast soczystego steka, dostaliśmy wątpliwej jakości mielone.