KSIĄŻKI,  NOWE

Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko – Tom Phillips

To będzie krótka historia o tym, jak „Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko” Toma Phillipsa pozwoliła mi z całkiem innej perspektywy spojrzeć na swoje porażki. Szczerze? Jeżeli do porównania stajesz z osobą, która w swoim życiu jest odpowiedzialna za śmierć tysięcy, a czasami milionów ludzi, możesz być spokojna — jesteś na przegranej pozycji. Ciężko być drugim, a jednak cieszy, biorąc pod uwagę, w jakiej dziedzinie zaczynasz rywalizację.

Krótka historia do śmiechu… i płaczu

Jest wiele książek, które czyta się, by skutecznie zabić czas, nie mają wnosić do naszego życia więcej aniżeli chwilę oderwania się od szarej rzeczywistości. Są lepsze niż Neflix, a na pewno niż telewizja publiczna. I kiedy kończysz ostatnią stronę i myślisz, no nie, serio, już? To znaczy, że to była dobra książka. Tak właśnie u mnie było z „Krótką historią” (ten tytuł choć adekwatny, całkiem nie nadaje się do ciągłego poważania). Połknęłam ją w kilka chwil. I szczerze powiedziawszy, ani na chwilę nie miałam poczucia, że się czegoś uczę, a nauczyłam się wiele. W księgarniach cały czas rekordy czytelności biją biografie i reportaże, a od kilku dobrych lat, całkiem pokaźne regały zyskały wszelkiego rodzaju poradniki. Ludzie chcą wiedzieć, jak lepiej żyć, jak inni to zrobili. Kupują książki, otaczają się nimi i liczą, że mądrość z nich przejdzie na nich. Niektórzy nawet je czytają. Po pewnym czasie okazuje się jednak, że historie sukcesu nie są remedium na całe zło. Nie są drogowskazami. A mądrość z nich płynąca nie okazuje się objawienie. Więc?

Nie patrzymy tam, gdzie trzeba…

Słyszałam lub czytałam kiedyś historię, która mnie zmotywowała, do zmiany kierunku patrzenie. Była to opowieść z czasów drugiej wojny światowej. By minimalizować szkody podczas wojny samoloty RAF, które wracały z nam kontynentu, sprawdzano pod kątem tego, gdzie padło najwięcej strzałów. Inżynierowie oraz lotnicy sprawdzali, gdzie padły strzały, by móc po pierwsze uniknąć ich, a po drugie wzmocnić samoloty konstrukcyjnie. Ktoś jednak zauważył, że to błąd. W końcu te samoloty wróciły. Co to oznacza? One są zwycięzcami. Sprawdzić należałoby te, które leżą na dnie morza, bo to ich obrażenia mogą nam pokazać, gdzie popełniono błąd. Sprawdzenie, gdzie nie padł strzał, w tym przypadku może przynieść lepszy efekt, gdyż jasno pokazuje, co należy chronić.

Czy na półkach z poradnikami widziałaś kiedyś opowieści tych, którym się nie udało? No nie, bo im się nie udało. Jednak i ci, którym się udało, mieli w życiu swoje porażki i właśnie oni z tym porażek wyciągnęli błędy, dziś piją szampana. Warto wziąć ich za przykład. Zobaczyć, że każdy upada. Wcześniej czy później musisz popełnić błąd. Ale tylko silni są w stanie wstać, poprawić koronę i dalej zasuwać.

Nie jesteśmy sami

No więc największą tajemnicą świata jest to, że nie jesteśmy sami. Są inni. I to inni są winni wszystkie. Nie my. Bzdura. Jesteśmy wszyscy winni. Wiesz dlaczego? Problem w tym, że całość to więcej niż suma jednostek. Weźmy na przykład drzewo. Masz drzewo. Zasłania ci widok morze. Więc je wycinasz. Skutego dla świata? No sorry, żaden. Jedno drzewo nie przyczyni się do zatrzymania efektu cieplarnianego, więc luzik. Ty masz widok, drewno do kominka i nikt na tym nie ucierpiał. I tak i nie. Co się bowiem stanie w sytuacji, w której każdy człowiek na świcie zdecyduje się wyciąć dwoje drzewo? Myślisz pewnie, przecież tak się nie stanie. Problem w tym, że nie wiemy, które w kolejności drzewo będzie decydujące. Nie wiemy, który plastikowy pojemnik będzie tym, po którym nie będzie odwrotu. Więc może warto skorzystać z przykładów błędów, które w krótkiej historii świata już miały miejsce i które pokazują, że taka sytuacja nie jest nierealna. Przykład Rapa Nui, znane też pod nazwą Wysp Wielkanocnych. Bez wnikania w szczegóły zastanów się, gdzie podziały się wszystkie drzewa?

Patrzymy przez różowe okulary

Środowisko to nie jedyny problem, choć może dość ważny, bo dotyczy tak jakby… wszystkich. I powiedzenie: I tak wszyscy umrzemy, może się okazać, że wcześniej niż później. Bez straszenia jednak. Nie tym razem. Jak się bowiem okazuje, porażek ludzkości było całkiem sporo, a jak sądzę, autor wybierał i tak tylko niektóre i te bardziej spektakularne. Możesz więc śmiało zasmakować w porażkach militarnych, technologicznych, społecznych, religijnych i biologicznych. Całkiem spory wybór. Nie trzeba się czepiać tylko ekologi. Może śmiałabym się dalej, bo niektóre opowieści są tak głupie, że aż niewiarygodne, że na prawdę się wydarzyły, a jednak miałam poczucie, że to taki śmiech przez łzy. Jestem prawie pewna, że w czasie, w którym czytam sobie tę książkę, na świecie dzieją się kolejne mega wtopy i pewnie sama jestem (całkiem lub częściowo nieświadomie) ich uczestnikiem. Wirusy, pożary obejmujące całe kontynenty, wojny — a to tylko pierwsze newsy z wieczornych wydań wiadomości. Patrzymy na świat przez różowe okulary, myśląc: mnie to nie dotyczy. Problem w tym, że dotyczy każdego z nas i pierwszy raz w historii mamy dostęp do wiedzy, informacji, która może przynajmniej części superporażek zapobiec. Może warto więc choć spróbować.

Wisielczy humor na koniec

Żeby jednak nie pozostawiać cię w zupełnym poczuciu beznadziei, chciałabym ci przedstawić antybohatera „Krótkiej historii…”, który nie raz, ale dwa razy przyczynił się do totalnej porażki całej ludzkości. Da się? Jak widać dla chcącego nic trudnego! Thomas Midgley, bo o nim mowa, przyczynił się do wdrożenia na szeroką skalę dwóch swoich wynalazków, które w historii całej ludzkości zapisały się złotymi zgłoskami arogancji i chciwości. Dzięki niemu na niebie pojawiła się dziura ozonowa, a całe pokolenia zawdzięczają mu uszczerbek intelektualny (dodam tylko, że właśnie te pokolenia obecnie decydują o naszych losach), być może przyczynił się do znacznego wzrostu ilości przestępczości na świecie, choć to akurat może być tylko słabym zbiegiem okoliczności.

Krótka historia, o czym nie jest to historia

Męczą mnie pseudonaukowe recenzje, które potrafią skutecznie zabić magię czytania książek. Ode mnie więc nie dowiesz się, o czym jest ta książka. No może nie do końca.

Okładka jest biała, z jaskrawo zielonymi, może nawet powiedzieć seledynowymi literami. Na niej odbita mała, czarna ręka. Może człowieka, dziecka. W końcu „Krótka historia…” o człowieku właśnie jest, a właściwie o ludzkości. I historii jej porażek. Bez spoilerów. Wyczytasz to z tytułu.

Wydawnictwo Albatros.

I autor. Jak na książkę popularnonaukową przystało, napisał ją komik i dziennikarz w jednym: Tom Phillips. Nie zadałam sobie trudu, żeby poznać jego życiorys, przed przeczytaniem książki, po już nie miałam ochoty. Nie umniejsza to jednak jego roli, bo muszę przyznać, że to jedna z najlepszych książek tego roku. Przeczytałam zaledwie 5 książek od początku roku, ale ta jest zdecydowanie na prowadzeniu. A tak na serio, serio jest to jedna z najciekawszych książek, które przeczytałam w ostatnich 12 miesiącach.