PODRÓŻE,  POLSKA

Dolina Pięciu Stawów – jesień 2015 [PODRÓŻE]

Ostatnia jesienna aura naszła mnie wspomnieniami. Wyjęłam album z ubiegłego roku i znalazłam zdjęcia z naszej wariackiej wycieczki do Doliny Pięciu Stawów. Od razu ostrzegam: to było głupie i ryzykowne. Biję się w pierś, uważając to za całkowity brak rozumu. Dziś z perspektywy ciepłego domku zastanawiam się, gdzie ja miałam głowę? I cieszę się jednocześnie, że skończyło się to tak miło. A widoki na zawsze zostaną w mojej głowie.

Wyszliśmy za późno i całkowicie nie wzięliśmy pod uwagę, że w wyższych partiach gór jest już zima. Bez raków, bez lin czy innych zabezpieczeń ruszyliśmy — jak skończeni kretyni — i chyba tylko cud sprawił, że nic się nam tam nie stało.
Co prawda mieliśmy jedzenie, czekoladę, gorącą herbatę i ciepłe ubrania (w tym nieprzemakalne i na zmianę). Podstawowy ekwipunek do wycieczek… letnich.
To idealna fotorelacja z głupoty i brawury. 3h wycieczka skończyła się 6h wracaniem po zmroku — przy Wodogrzmotach byliśmy, gdy było całkiem ciemno. Nie byliśmy jednak sami. Takich kretynów była całkiem spora grupa. Cieszę się tylko, że żaden z nich nie zadzwonił na TOPR, żeby nas sprawdzić. Chyba ze wstydu zapadłabym się pod ziemię.