Podróże Pyzy - Nietoperz i suszone cytryny
KSIĄŻKI,  NOWE

Nietoperz i suszone cytryny – Marcin Meller

Motywacja to dziwna rzecz. Gdy najbardziej jej potrzebuje, nie zjawi się. Najgorzej jest z tym, co sprawia mi największą frajdę, ale i wymaga ode mnie największego wysiłku: pisanie. Uwielbiam pisać — nie ma dla mnie lepszego relaksu. Kiedyś myślała nawet o tym, żeby zostać pisarką. Jednak zanim zaczęłam pisać, postanowiłam zapytać specjalisty, czy to ma jakiś sens. Poszłam więc do wróżki. I niestety zraziła mnie. Wyszło jej z kart, że to, co na piszę, będzie bardzo wartościowe, ale nikt tego nie będzie chciał czytać. Wywróżyła też, że może po śmierci zyskałabym sławę. Zbytnia ze mnie egoistka, by robić coś tylko dla przyszłych pokoleń. Więc sorry moje mądrości zabieram ze sobą, do grobu. Czasami zdarza mi się popełnić jakiś tekst ku uciesze swojej przede wszystkim i tym, którym zdarza się je czytać. Przynajmniej tak mówi mama, siostra i mąż — że fajny nawet „ten mój pamiętnik”. Pamiętnik zresztą też kiedyś, jako nastolatka, pisałam. Czytała go głównie siostrzenica. Do tej pory ma ze mnie bekę. Wierzę, że dzięki mnie dowiedziała się o życiu tego, co dzisiejsze pokolenia mogą przeczytać na Wykopie czy Kozaczku. Nic mądrego, ale zawsze to jakaś rozrywka.

Nic mnie tak nie motywuje do pisania, jak dobre teksty

Wróćmy jednak do motywacji. Nic mnie tak nie motywuje do pisania, jak dobre teksty. Mam wtedy dylemat: czytać czy pisać. Szkoda, że moja podzielność uwagi nie jest aż tak dobra. Mogę niestety robić tylko jedno. Przeważnie czytam, głośno wzdychając, że ja tak nie potrafię. Albo z drugiej strony mam poczucie, że ktoś moje myśli przelał na swoją kartkę. I wtedy szlag mnie trafia, że nie napisałam tego pierwsza. Przeważnie entuzjazm przechodzi mi po godzinie. Czasami trzyma mnie dłużej. Jest kilka wybitnych tekstów, o których tylko pomyślę, i od razu czuję suchość w ustach i niczym nieuzasadniony niepokój, że czegoś nie zrobiłam.

Dziwnym trafem lista moich topowych pozycji w 100% składa się z felietonów. Wszystkie magazyny, dzienniki i miesięczniki zaczynam od felietonów. To trochę jak z wybieraniem żółtych Skittles’ów. Zaczynam od ulubionych, a potem można zjeść resztę. W wyjątkowych sytuacjach mogę sobie pozwolić na zmianę kolejności, ale jest to rodzaj czytelniczej pokuty – i to już całkiem inny temat.

 

Z tym większą przyjemnością sięgam po zbiory felietonów

Z tym większą przyjemnością sięgam po zbiory felietonów. Zwłaszcza gdy autor felietonów pisze do czasopisma, z którym mi nie po drodze. Skakałam więc z radości, gdy napisało do mnie wydawnictwo WAB, czy zechciałabym przeczytać zbiór felietonów Marcina Mellera Nietoperz i suszone cytryny. Chciałabym? Serio?! No nie wiem, sprawdzę w kalendarzu czy mam czas… NO PEWNIE, że chcę. Czułam się, jakby przynajmniej zaproszono mnie do napisania swoich.

 

Potem ochłonęłam, stwierdziłam, że fejk i znowu podałam komuś dane domowe, jakbym nie wiedziała, że tak się nie robi. Aż któregoś pięknego dnia, przesyłka czekała. Oczywiście chciałam ją rozerwać, żeby dostać się do środka już-teraz-natychmiast, ale zachowałam się pełna profeska! Zrobiłam zdjęcia, relację na Instagramie. Wiadomo, że w mediach społecznościowych wszystko pięknie wygląda i takie powinno być – tu więc musiałam skończyć swoje relacje. Nikt bowiem nie chciałby widzieć mnie w ponaciąganym t-shircie, maseczce na twarzy (trzymanej o godzinę za długo) chicoczhącej (choć raczej może brechtającej), do książki. To byłby bardzo miłe trzy wieczory. Tyle zajęło mi czytanie Nietoperz i suszone cytryny. Pochłonęłam je.

Nietoperz i suszone cytryny 

To nie była moje pierwsze spotkanie z panem Marcinem, oczywiście wirtualne, platoniczne, jednostronne. Muszę to jasno podkreślić, bo Pan Mąż czasami wygląda na zazdrosnego, gdy krzyczę, Marcin to, Marcin tamto. Panie Marcinie, Pan wybaczy, ale w naszej relacji czytelniczej już dawno jesteśmy na Ty. Ile ja to z Panem wieczorów i nocy spędziłam, gdyby Pan wiedział…  Żeby jednak dodać pieprzyka do tej historii, dodam, że żona pana Marcina, Anna, to moja większa miłość w tym związku. Ślązaczka, swojska baba, oswajająca warszawskiemu intelektualiście kobiecy świat. Z Anią kilka babskich wieczorów przy winie też się zdarzyło. Popłakałyśmy i się pośmiałyśmy.

Podróże Pyzy - Nietoperz i suszone cytryny Marcin Meller

Felieton rządzi się swoimi prawami, a jedną z nich jest zamknięta forma. Forma, którą wyczerpuje temat, słowami autora opowiada, o uczuciach i subiektywnej ocenie tematu. Krótki komentarz do świata. Wydaje się całkiem przyjemnie, jednak to jedna z trudniejszych form. Trudniej pisać, co się myśli zachowując obiektywizm, niż pisać teksty obiektywne, z góry ukierunkowane na wynik. Felietony pisali najwięksi, nie jest prosto wśród nich zająć miejsce.

Marcin Meller ma specjalne miejsce

Marcin Meller ma specjalne miejsce wśród moich ulubionych felietonistów. Po pierwsze, bo żyje (on żyje). To ważna cecha, bo większość moich ulubionych felietonistów już nic nie napisze. Drugi powód jest najważniejszy: był korespondentem wojennym, co mocno podbija jego noty (na usprawiedliwienie, dla wtajemniczonych, dodam, że moich ukochanym autorem jest Arturo Pérez-Reverte autor Terytorium Komańczów). Po trzecie ma za żonę Ślązaczkę — kto zna prawdziwe Ślązaczki wie, że to trzeba mieć nie jedną sprawność zucha, żeby z nimi wytrzymać, ale nie kochać się ich nie da. Po czwarte cenię jego humor i dystans, których w tym kraju brakuje. Ma dystans do polityki, swojego fachu, rodziny i rodzicielstwa. Dzięki felietonom pana Mellera bliżej mi do Mazur, których uroku nigdy w pełni nie odkryłam, czytania książek w korku czy odważnego wyrażania opinii na tematy społeczne. A przede wszystkim mam lepszy humor i pewność, że są na tym świecie ludzie, którzy nie połknęli kija.

Ocena Nietoperz i suszone cytryny

Na koniec mogłabym napisać kup pan/pani książkę. Serdecznie zachęcam. Chyba jednak fanom Mellera nie trzeba go polecać, a wrogom i tak nie ma co, bo to frakcja niemiecka. W przysłowiowych dwóch zdaniach napiszę więc, że Nietoperz i suszone cytryny to ponad 300 stron humoru i nietuzinkowego podejścia do otaczającej nas rzeczywistości. Z dystansem i pełną odpowiedzialnością za czytelnika Meller rysuje świat, który go i nas otacza. A w nim jak w bollywoodzkim filmie: czasem słońce czasem deszcz.

 

Podróże Pyzy - Nietoperz i suszone cytryny Marcin Meller