• BABSKIE SPRAWY

    Jesienne zadania do wykonania

    Masz czasami poczucie, że czas na szybko biegnie? Nie wiesz, jak to się stało, że jeszcze wczoraj była zima, Sylwester i Walentynki, a tu już znowu jesień… Trzymasz się mocno, każdej chwili, a jednak i tak one uciekają szybciej, niż zdarzysz o nich pomyśleć. A teraz jeszcze przyszła słota i dzień kończy się, zanim na dobre się zacznie. To dla mnie znak, że muszę pomyśleć o jesiennych zadaniach do wykonania.

  • KSIĄŻKI

    Książki o szczęściu i dobrym życiu

    Półki księgarni uginają się pod poradnikami o szczęściu i dobrym życiu. Wszystkie krzyczą do mnie: Kup mnie, a powiem Ci jak znaleźć szczęście. Kup mnie, a już nigdy nie będziesz nieszczęśliwy. Zobacz jak inni znaleźli szczęście. Omijam je. Już dawno nie wierzę w żadne magiczne moce i alchemię radości. Od czasu do czasu jednak wpada mi taka książka w najpierw w ręce, a potem w oko, a jeszcze później wyje mój mały mózg.

  • Szczepan Twardoch - Król [recenzja] | Podróże Pyzy
    KSIĄŻKI

    Szczepan Twardoch – Król [recenzja]

    Podobno nie ma ludzi brzydkich, są tylko biedni. Tak trafiłam na Szczepana Twardocha i jego książki. Serio, ten mega przystojniacha, kiedyś wcale tak nie wyglądał. Był obrazem rozpaczy. Musiałam zobaczyć, jak to brzydkie kaczątko, które przerodziło się w pięknego łabędzia, pisze. Było warto! Gościu się ogarnął i pisze jak wygląda, czyli świetnie! Zaczęłam od “Króla”.

  • KSIĄŻKI

    Beznadziejne książki, które odniosły sukces

    Myślę, że to dopiero pierwsza część wpisu. A wszystko zaczęło się dosyć niewinnie od pytania koleżanki, czy warto czytać jakąś-tam książkę. Oczywiście – odparłam bez mrugnięcia okiem. W końcu każda książka wnosi coś do naszego życia. I chyba zawsze tak myślałam. Problem w tym, że w tym samym momencie złapałam się na tym, że to nie prawda! Są książki, które tylko zmarnowały mój czas. Dałam im szansę i się zawiodłam. Oto one!

  • Małe życie - Hanya Yanagihara [recenzja] - Podróże Pyzy
    KSIĄŻKI

    Małe życie – Hanya Yanagihara [recenzja]

    Z perspektywy dzisiejszego dnia i przeczytania książki Małe życie już wiem, że nie chciałam jej czytać. Nie chciałam poznać tej historii jak każdej innej opowiadającej o cierpieniu, okrucieństwie i złu. Byłabym o to spokojniejsza, mniej denerwowałby mnie świat i ludzie, którzy patrząc z perspektywy „normalności” nie muszą myśleć o takich sprawach, bo w końcu ich nie dotyczą. Ale czy mamy do tego prawo? Czy mamy prawo nie myśleć o ciemnej stronie świata tylko dlatego, że bezpośrednio nas nie dotyczy?